Mały Książę lubił te odwiedziny i zawsze go one cieszyły. Nalewał wówczas wody do wygasłego wulkanu, aby

trochę zimny wzrok Diaza.
osobą. Ludzie kojarzyli jej twarz, nazwisko, historię. Jeśli cokolwiek
potem Pavon usłyszał, że Diaz go szuka. Nie musiał głowić się po co.
- Mogę cię uszczęśliwić.
zawdzięczała obecny, jasnokremowy kolor. Diaz nosił na nadgarstku
- Ta sprawa nie może czekać.
medycznymi. Jego niesamowity głód wiedzy kazał mu - z braku czasu
Trudna Znajdzie jakiś inny opłacalny biznes. Nie pierwszy raz.
- On nic nie wiedział o liście. Zresztą po co ktoś miałby to robić?
- Zaczynasz nowe życie jako specjalista od aranżacji wnętrz? -
na własną rękę, więc tak właśnie robił. Minęło już kilka lat od czasu
132
Bóg jeden wie, jak długo przyjdzie im czekać.
wybór chłopaka, nie nasz. Inaczej moglibyśmy zrobić mu straszliwą

Może umieliby coś doradzić...

Przybysz nawet nie drgnął. Stał, zamarły w dziwacznym,
Ale kiedy tylko mogły, szły razem na lunch. Zawsze były to zupełnie
Zapisała numer na kartce, zgasiła światło i wróciła do łóżka.

zrobi to jutro.

zobaczyła ani o czym rozmawiała z Maską. Kiedy Mały Książkę zapytał ją o to, odrzekła tylko:
Tammy wyglądała oszałamiająco!
Motyl przefrunął z szala na pierwszy z brzegu kwiat, delikatnie na nim usiadł i znowu uwodzicielsko szeptał:

wtedy włączyła się jego lekarska duma. - No, może dwudziestu.

trzynaście daje pięć miliardów osiemnaście milionów dziewięćset sześćdziesiąt siedem tysięcy osiemset czterdzieści
że mnie zabijesz, jeśli powiem matce. Powiedziałeś, że chciałeś zaskoczyć Huffa w odlewni i zostać z nim do czasu powrotu do domu. Pamiętam, że zazdrościłam ci twojej odwagi. Poszedłeś tam sam, w ciemności. Nawet bardziej zazdrościłam ci tego, że Huff ucieszy się z twojego widoku. Wiedziałam, że uzna twój pomysł za doskonały i na pewno nie zmyje ci za to głowy. Co zobaczyłeś tamtej nocy, Chris? - spytała, obniżając głos. - Ile miałaś wtedy lat? - Pięć. - No właśnie. Jakim cudem mogłaś więc zapamiętać coś takiego? Często wymykałem się w nocy z domu i szedłem do fabryki, żeby wrócić po pracy z Huffem. Pomieszały ci się wydarzenia. To nie była prawda. Niektóre wspomnienia z dzieciństwa zapamiętała zbyt wyraźne, żeby je z czymkolwiek pomylić, a pamięć dni, które nastąpiły po odnalezieniu okaleczonego ciała Sonniego Hallsera, była nader żywa. Nie zapomniała o tamtych zdarzeniach również dlatego, że był to jedyny moment w ich życiu, kiedy Chris zachowywał się tak, jakby się czegoś bał. - Uważam, że Huff zabił tego człowieka - powiedziała. - Ty zaś kilkanaście lat później z takiego samego powodu pozbyłeś się Gene'a Iversona. Postanowiłeś jednak nie popełniać błędu Huffa i ukryłeś ciało tak, że nigdy nie zostało odnalezione. - Nikt nie wie, co się stało z Iversonem. Może Huff tak go przestraszył, że uciekł, gdzie pieprz rośnie. - Porzucając całe mienie? - Może porwali go obcy. - Chris pstryknął palcami. - Już wiem. Pułkownik Musztarda zdzielił go ołowianą rurą po głowie, kiedy Iverson poszedł do biblioteki. - To nie zabawa w zgadywanki - rzuciła gniewnie. - Jak możesz sobie żartować z czyjejś śmierci? - To przypomina mi o kolejnej sprawie. Nie wiemy nawet, czy Iverson nie żyje, a tym bardziej, czy został zamordowany. Moim zdaniem żyje sobie gdzieś, ma się doskonale i zaśmiewa się do rozpuku z kłopotów, w jakie wpędził mnie i całą rodzinę. Wiem za to z absolutną pewnością, że go nie zabiłem. Oświadczenie Chrisa nie zrobiło na Sayre wrażenia. - Ani ty, ani Huff nie wierzyliście, że sąd cię uniewinni, wzięliście więc sprawy w swoje ręce. Calvin McGraw przyznał, że przekupił w waszym imieniu ławę przysięgłych. - Calwin McGraw cierpi na demencję! - krzyknął Chris. - Przyzna się nawet do tego, że wysadził w powietrze most Golden Gate, jeśli go o to zapytasz. Nie panuje nad sobą. Na miłość boską, Sayre, bądź rozsądna. Dlaczego chcesz wierzyć choremu na alzheimera, a nie własnemu bratu. Sayre wstała z łóżka i stanęła przed komodą. Odstawiła nietknięte wino na laminowane biurko i spojrzała w lustro, ledwie rozpoznając swoje odbicie. Czy to ta znana dekoratorka wnętrz dla bogaczy z Bay City? Haute couture zastąpiły dżinsy i podkoszulek. Przestała prostować włosy i pozwoliła im poskręcać się w chaotyczne sprężynki pod wpływem wilgoci i upału. Kim była ta osoba, spoglądająca na nią z lustra i co robiła w tym żałosnym pokoju, ubrana w ten sposób, zabawiając się w konspiracyjne gierki z powodów, które najwyraźniej były ważne tylko dla niej? Co ją obchodziło, że Clark Daly zabijał się powoli z przepicia i rozpaczy? Dlaczego miałaby się przejmować strajkiem robotników i przyszłością Hoyle Enterprises, skoro przez całe dziesięciolecia ludzie pracujący dla jej ojca tolerowali tragiczne w skutkach, czasem śmiertelne wypadki przy pracy oraz godne pożałowania warunki w fabryce? Jeżeli Chris popełnił morderstwo i uszło mu to na sucho, powinna go zostawić w diabły. Nikogo poza nią nie obchodziło, że Chris i Huff zagrali wszystkim na nosie, kupując wyrok sądu. Po co w ogóle się tym zajęła?
- Skoro jutro wyjeżdżasz, a Henry chce pobyć z tobą, to do rana ty się nim zaopiekujesz. Ja potrzebuję się wyspać. Pani Burchett, proszę na słówko - Chwyciła ochmistrzynię